Wizja przyszłości

Wizja przyszłości

Zabawa wyobraźnią

Gdybyśmy przewinęli czas pięć lat naprzód, zobaczylibyśmy nieskończoną liczbę możliwych scenariuszy. Jedne bardziej prawdopodobne, inne mniej. Zaryzykowałem i stosując posiadaną wiedzę spróbowałem opisać moim zdaniem dość prawdopodobny scenariusz w aspekcie zarządzania projektami IT. Ale wróćmy do marca 2024 roku.

Dysponujemy czterema podejściami do zarządzania projektami: kaskadowym (20 tysięcy lat), zwinnym (30-20 lat), optymalizacyjnym (około 60-40 lat), eksploracyjnym (?). Jednak rewolucja AI właśnie się zaczęła. Pierwsze algorytmy rozwiązujące uniwersalne problemy, w przeciwieństwie do poprzedniej klasy AI, która była dedykowana tylko do jednego typu zadania, właśnie dowiodły swojej wartości w obszarze generowania tekstów, obrazów, dźwięków, muzyki i nawet wideo.

Wędrujemy do przodu na osi czasu. Po roku już mało kto kwestionuje użyteczności modeli LLM i innych, tak jak mało kto kwestionuje użyteczność wyszukiwarki internetowej. Rozwiązania się mnożą. Następuje zachłyśnięcie optymalizacją kosztową, jaką niesie nowa technologia. Wszędzie tam, gdzie pracownicy w sposób powtarzalny przetwarzają informacje tekstowe, obrazowe, dźwiękowe, filmowe, następują stopniowe transformacje AI. Ludzie zmieniają zawody i przenoszą się do dziedzin, które oferują trochę trwalszą przewagę nad algorytmami sztucznej inteligencji: posady kreatywne, związane z relacjami z ludźmi, wymagające brania odpowiedzialności za decyzje lub wymagające chwytnych dłoni i przeciwstawnych kciuków. Właściwie nie ma pracownika firmy, który przynajmniej kilka razy dziennie nie wspierałby się rozwiązaniami klasy AI, do streszczania za długich tekstów (nigdy więcej Too Long Didn’t Read), do tłumaczenia, do przypominania spotkań i zadań, do wyszukiwania, ostrzegania o szczególnych sytuacjach. Ale to dopiero początek.

W pewnym momencie zaufanie do systemów AI wzrośnie na tyle, że pozwoli im się podejmować decyzje w biznesie. Skupmy się na świecie projektów. Głównym kryterium optymalizacji jest przez ostatnie lata jest moim zdaniem wskaźnik Time To Market. Aby go skracać, narodził się agile, product discovery i kilka innych koncepcji. Presja na coraz krótszy Time To Market (TTM) wzmoże się jeszcze bardziej, a wyścig między firmami przybierze na sile. Przełomowe innowacje zejdą z poziomu strategicznego (lat) na poziom taktyczny (miesięcy). A optymalizacje produktów zejdą z poziomu taktycznego (miesiące) na operacyjny (dni). To będzie mogło być możliwe dzięki dwóm czynnikom: spadającemu kosztowi nanoszenia zmian i spadającemu progowi kompetencyjnemu.

Dobrym przykładem z dzisiaj są technologie Low code/No code pozwalające szybko tworzyć standardowe systemy, które w wielu miejscach zastępują z powodzeniem dorosłe rozwiązania. Innym przykładem jest tworzenie zapytań do baz danych i hurtowni, niegdyś wymagały znajomości składni SQL, dzisiaj można pytać językiem naturalnym. Na etapie prototypu jest szereg rozwiązań pozwalających tworzyć strony internetowe na podstawie prompta (ciekawa lista takich narzędzi). Jak wieszczy prezes Nvidia, w krótkim czasie przestaniemy potrzebować programistów, bo kod będzie pisany językiem naturalnym.

Zatem, jak może za kilka lat wyglądać zespół projektowy w obszarze IT?

Wyobrażam sobie, że nadal potrzeba osób, które będą miały pomysł. Zrozumieją problem biznesowy i postawią właściwe pytania. Tyle, że postawią je nie sobie a algorytmom AI. Rozwiązanie techniczne będzie powstawać przez zadawanie dziesiątek pytań i generowanie kolejnych wersji oprogramowania. To przypomina sylwetkę analityka biznesowo/systemowego. Dzisiaj takie systemy, jak choćby mój GoodBA, czy Dot Chart, działają na dość prostym poziomie. Brak im głębi, ale patrząc na dynamikę rozwoju, coś co nie istniało rok temu, za rok może mieć potworne możliwości.

Zatem mamy niewielką grupę analityków, którzy zlecają zadania algorytmom. W efekcie w jedną godzinę może powstać 10, 20, 50 wersji systemów, które następnie są weryfikowane przez inne algorytmy. Przecież istnieją już dzisiaj automatyczne testy, a za chwilę mogą pojawić się automatyczne testy użytkownika. Wystarczy, że jeszcze jednemu algorytmowi analityk powie, żeby wszedł w rolę użytkownika o danym profilu o ocenił sposób korzystania z proponowanych 50 wersji systemu, a na koniec wybrał najfajniejszy z nich.

Tak, jak dzisiaj w trakcie odkrywania potrzeb użytkownika zespół tworzy jeden, dwa lub nawet trzy warianty funkcji (przykładowe testy A/B wymagają dwóch wariantów), tak za kilka lat normą może być tworzenie średnio 86 wariantów dla każdej z 50 funkcji. Co z tego, że to daje 86 do potęgi 50. Automatyczne heurystyki pozwolą wyeliminować najmniej obiecujące kombinacje i zacząć od tych potencjalnie dobrych. W ten sposób zespół otrzyma las wariantów tworzonego rozwiązania i jego zadaniem będzie znaleźć najoptymalniejszą ścieżkę pokonania go.

Aby skutecznie maszerować przez las wariantów rozwiązania, zespół musi szybko eliminować ślepe ścieżki. Zatem nadal będzie spotykał się i rozmawiał o kierunkach prac, a potem każdy członek zespołu wróci do swojego komputera. Rytm prac narzucać jednak będzie nie stały odcinek czasu nazywany sprintem, a moc obliczeniowa chmury. Gdy spłyną rozwiązania, warto się spotkać i je omówić, gdy nadal będą trwały obliczenia oraz automatyczne programowanie, trzeba poczekać. Czas będzie zdeterminowany mocą obliczeniową komputerów.

Skoro czas zależy od mocy obliczeniowej, to od czego zależy budżet projektu. Po stronie ludzkiej zamiast 50 programistów mamy 3 analityków. Więc te koszty stają się mniej istotne. To, co staje się istotne, to koszt obliczeń. Podejrzewam, że wzrośnie rola megacentrów danych, które będą obsługiwały tysiące projektów. I największym kosztem będzie dostęp do ich mocy. Chcesz mieć szybko innowacyjny system, grę mobilną, usługę? Zapłać dużo. Nie masz wystarczająco budżetu, poczekaj na wolne moce. A w tym czasie ci bogatsi zrealizują swoje koncepcje.

Czym w takim razie zajmuje się kierownik projektu?

Ponieważ wieszczę (autoironia zamierzona), że zespoły będą dużo mniejsze, to kompetencji społecznych potrzeba będzie dużo mniej. Natomiast wzrośnie rola tworzenia właściwej wizji i wskazywania obiecujących kierunków. Zatem raczej rola kierownika projektów będzie łączona z rolą product menadżera / wizjonera / menedżera liniowego. Po prostu menadżer biznesowy dobierze sobie zespół analityków/prompterów, którzy zrealizują jego marzenie.

I w tym miejscu pojawia się ciekawy obszar problemowy. Ale dla porządku cofnijmy się do wstępu tego artykułu. Dysponujemy dzisiaj czterema podejściami do zarządzania projektami. Rozwój możliwości technicznych może sprowokować do pojawienia się piątego podejścia. Podejścia opartego na wizji, prowadzącego do gwałtownych przełomów. Takie podejście musiałoby skupić się też na obszarach, które rozwijają się daleko wolnie, tu postęp mierzony jest dekadami, czyli w obszarze ludzkich postaw i mindsetu. Krótko mówiąc, skupiłoby się na polityce.

Przykład z przeszłości dobrze to ilustruje. Londyńska Giełda kilkadziesiąt lat temu miała wizję stworzenia systemu do digitalizacji obrotu akcjami – Taurus. Projekt miał trwać rok i przynieść spektakularny sukces. Skończył się po 10 latach totalną klapą i przekroczenie budżetu 37 razy. Jedną z przyczyn było pełzanie zakresu wynikające z niedogadania się z bankami oraz niedocenienie skali rozwiązania.

A teraz co by było, gdyby ten Taurus powstawał w 2035 roku. Zespół czterech analityków w kilka dni opisałby koncepcję przekazaną przez prezesa giełdy. Po dwóch tygodniach 10 wersji systemu byłoby gotowych wraz z oceną ich użyteczności oraz analizą koniecznych zmian w otaczających systemach. Banki znów zaczęłyby sabotować Taurusa, wprowadzając żądania zmian. Jednak prezes giełdy dokupiwszy moc obliczeniową, zacząłby z zespołem generować 20 równoległych wersji systemu, aby odpowiedzieć na te zmiany. Jego głównym zmartwieniem byłoby to, że banki tak powoli odpowiadają na prezentowane warianty rozwiązań. Im więcej zmian interesariusze by zgłaszali, tym więcej mocy trzeba dokupić, aby utrzymać tempo prac. Po raz pierwszy w historii ludzkości czas stałby się niemal całkowicie wymienny na pieniądze. Jedynym progiem nie do przejścia, byłby ludzki opór przed zmianą.

Budowanie przewagi polegać będzie na tym, że wizjoner danego rozwiązania potrafi trafniej wskazać, co warto rozwijać i jak przejść przez las wariantów. Wariantów generowanych automatycznie, jak opisałem wyżej. A następnie ów wizjoner skutecznie przekona odbiorców do korzystania z nowego rozwiązania, zdobędzie ich atencję. Masz dobry pomysł i pieniądze, możesz go natychmiast zbudować i sprawdzić. Chwilę później okaże się, czy pomysł był faktycznie dobry i czy nie przepaliłeś w tydzień wszystkich pieniędzy. Zaryzykuję tezę, że nie będzie liderów projektów nie będących jednocześnie merytorycznymi w obszarze tworzonego rozwiązania.

Podsumowanie

Jak wskazuje wielu futurologów, zawody, które się bronią dotyczą interakcji międzyludzkich (wielu woli pogadać z fryzjerem lub pójść do ludzkiej kasy), działań kreatywnych (LLM są kreatywne tylko na tyle, na ile znajdą kreatywny pomysł w swoich zbiorach danych), manipulacji rękami (trudno mi powiedzieć, kiedy roboty będą równie sprawnie co ludzie zachowywały się w zmiennym środowisku).

Jednak wszędzie, gdzie na wejściu jest informacja i na wyjściu ma być wygenerowana inna informacja, a samo przetwarzanie informacji opiera się na gigantycznych zbiorach analogicznych przetworzeń (zbiory uczące), tam nastąpi przełom. Zaowocuje on wzrostem skali działania i konwersją czasu na koszty przede wszystkim obliczeń.

Powyższe rozważania mają charakter spekulacyjny i są hipotetycznym scenariuszem. Spisałem je porwany romantyzmem atmosfery rozwoju AI w ostatnich miesiącach. Nikt nie wie, co się wydarzy i kiedy zbudujemy kolonie na Tytanie albo zetrzemy siebie samych z powierzchni Ziemii, albo jedno i drugie.

Obrazki wygenerowane przez AI rzecz jasna (https://openart.ai/create)

Frameworki skalujące zwinne podejście do zarządzania projektami

Frameworki skalujące zwinne podejście do zarządzania projektami

Scrum zadomowił się już na dobre w polskich organizacjach IT (firmach i działach). Teraz na krzywej hype cycle koncepcji biznesowych wspinają się tzw. frameworki rozszerzające zwinną filozofię na duże przedsiębiorstwa. W jednym z poprzednich wpisów (patrz: Defiliada koncepcji biznesowych) przedstawiłem analizę z 2016 roku koncepcji zarządzania projektami i wówczas Enterprise Agile Frameworks było na samym początku drogi, jeszcze przed dostrzeżeniem przez biznes, w fazie zwanej Innovation Trigger.

Rzut oka na raport State of Agile z 2019 roku (tytułowy wykres kołowy) pokazuje, że na razie jedną trzecią rynku zagarnął SAFe, a po nim Scrum of Scrums. Jednak opcji jest dużo więcej. Przykład rozwoju metodyk zwinnych dowodzi, że po okresie rozkwitu dziesiątków podejść, nastąpiło wymieranie i trzy czwarte rynku zagarnął Scrum z technikami zapożyczonymi z Kanban, XP, czy Lean. Moim zdaniem ten scenariusz powtórzy się również na poziomie enterprise agile. Na placu boju za parę lat pozostaną dwa lub trzy frameworki, przy czym pierwsze z nich zgarnie zdecydowaną większość rynku… Albo cała idea skalowanego agile’a ustąpi miejsca kolejnemu pomysłowi na organizację pracy dużych zespołów.

Poniżej widać diagram z Google Trends dotyczący zapytań o 'Enterprise Agile Framework’ od roku 2004 do dzisiaj. Jak widać nieznaczny trend wzrostowy wystąpił w 2016 roku i od tego momentu zainteresowanie tym hasłem utrzymuje się na stałym poziomie.

Wiele dużych korporacji sięga po różne modele skalowalnego agile. Powodów zainteresowanie może być wiele: chwilowa moda, chęć pochwalenia się przed kolegami z zarządów innych korporacji, naciski ze strony pionu HR, bo chwilowa moda lub chęć pochwalenia się przed kolegami z pionów HR innych korporacji, albo bardziej merytorycznie potrzeba pokazania kandydatom do pracy, że mimo swojej skali organizacja ma przyjazną kulturę organizacyjną lub wreszcie rzeczywiste pragnienie podniesienia efektywności organizacji, w sytuacji, gdy inne, bardziej tradycyjne podejścia nie przyniosły wystarczających owoców. Nie znam raportu Gartnera z 2019 roku (nie jest dostępny za darmo), ale według raportu z 2016 roku faktycznie ta koncepcja była na początku swojej drogi.

Metodyki zwinne świetnie sprawdzają się w niewielkich zespołach. Moim zdaniem oprócz rozmiaru takie zespoły powinny mieć jeszcze kilka cech:

  • brak czynników nastawiających negatywnie do pracy, jak frustracja, niechęć do kolegów lub firmy, brak pieniędzy na podstawowe potrzeby,
  • brak konfliktów na bazie rywalizacji o lepsze zadania, pensję, wdzięki współpracowników,
  • brak próżniactwa społecznego w zespole, czyli „wożenia się” na pracy wykonywanej przez innych,
  • conajmniej przeciętne kompetencje w obszarze merotyrycznym projektu, np. w danej technologii. Moim skromnym zdaniem, jeżeli cały zespół jest na poziomie „nie wiem, że nie wiem”, albo innymi słowy na początkowym wzniesieniu wykresu Krugera-Dunninga.
  • wstawienie zespołu pod klosz Scruma, w którym mogą mieć poczucie autonomii.

Jak to się ma natomiast do dużych, macierzowych organizacji. Można tu znaleźć szereg czynników ograniczających stosowalność filozofii zwinnej:

  • budżetowanie – na ogół w cyklu rocznym planuje się i rozlicza budżety działów, świat projektów jednak nie rządzi się taką kalendarzową dynamiką.
  • hierarchia dowodzenia – kadra menadżerska bierze większe pieniądze za to, że jest odpowiedzialna za większy fragment organizacji, to oznacza, że będzie starała się kontrolować działania w podległych obszarach. Szczególnie ważne będą dla niej aspekty organizacji, za które menadżerowie mogą zostać zwolnieni lub dostać większą premię albo awans. Posiadanie władzy i rywalizacja o dostęp do pysznej termitiery, padłego mamuta, stada samic, czy pokoju na dwudziestym piętrze są stałą cechą naszego gatunku.
  • raportowanie do zagranicznych właścicieli lub na giełdę – na duże firmy nakładane są rozmaite obowiązki kontrolne, które mogą zaburzać autonomię zwinnych zespołów.
  • wielozadaniowość ludzi – macierzowość struktury organizacyjnej oznacza, że pojedynczy specjalista może przynależeć do wielu zespołów realizujących równolegle odmienne zadania. To z kolei prowadzi do błędnego planowania prac i przeciążenia ludzi.
  • trudne sytuacje decyzyjne – istnieją sytuacje, których rozwiązywanie wspólnym konsensusem jest najprostszą drogą do wojny domowej. Znajomy opowiadał mi o zwinnym zespole, który stanął przed wyzwaniem podzielenia między siebie premii. Oczywiście pieniędzy było za mało, aby zadowolić wszystkich. Zawsze jest za mało, bo tu włącza się teoria perspektywy. Podwyżka o 10% przestaje cieszyć, gdy ta wredna jędza siedząca biurko obok otrzymała 15%.

Pomocą we wdrażaniu kultury zwinnej starają się być tzw. frameworki. Poniżej krótko jest scharakteryzowałem i dokonałem ich porównania. Najpopularniejsze to SAFe 5.0, Scrum@Scale, Nexus, model Spotify, Large Scale Scrum, DAD 4.

SAFe

Aktualnie najpopularniejszy framework zwinny, ale z pretendentem depczącym mu po piętach (patrz DAD). Obejmuje poziom zespołu, wielu zespołów, portfela, wielu portfeli projektów, w końcu kultury całej organizacji. Zaczyna od definiowania strategii i uzasadnień biznesowych, a następnie przechodzi przez poziom portfela i dochodzi do pojedynczego zespołu.

Na poziomie zespołu SAFe czerpie ze Scrum, wymieniając typowe role, spotkania i cykl życia projektu. Zakłada się, że zespoły zwinne pracujące w swoich obszarach kompetencji mogą łączyć się, aby wspólnie stworzyć funkcjonującą całość, np. zwinny zespół z marketingu może zacieśniać współpracę ze zwinnym zespołem IT.

Z perspektywy zakresu prac na najwyższym poziomie mamy strategię, potem portfolio wspierane przez Kanban, a następnie release’y, które zbierają wykonane funkcjonalności z różnych zespołów. Ciekawie w SAFe ukazana jest perspektywa finansowania strategii. Zakłada się partycypacyjne podejmowanie decyzji o wydatkach, budżetowanie strumieni korzyści, a nie projektów oraz kategoryzowania inwestycji z perspektywy horyzontów zdarzeń.

Typowe techniki to business/lean canvas, epic, agile release trains, design thinking, scrum, kanban i wiele innych.

To króciutkie omówienie może sprawiać wrażenie zbagatelizowania, czym SAFe jest, więc jeszcze raz podkreślę, że jest to rozległy framework wspierający zarządzanie całą organizacją oraz kilkanaście ról i dziesiątki technik. Jednak w przeciwieństwie do DAD, SAFe stara się pełnić rolę metodyki, czyli konkretnych wytycznych działań, które powinny być wykonywane, aby być zgodnym z tym frameworkiem.

Disciplined Agile Delivery

Zbiór wiedzy nazywany DAD adresowany jest przede wszystkim do zespołów produkujących oprogramowanie. Jednak DAD stara się podejść szeroko do tej kwestii. Nie tylko opisuje moment produkowania funkcjonalności, ale również ich projektowanie, utrzymanie, wdrażanie. Stąd twórcy proponują aż 10 ról, 21 procesów zarządzania projektami oraz inspiruje się całym wachlarzem różnych innych metodyk, 6 cyklów życia projektów, technik. Takim podejście przypomina nieco PMBOK Guide, które nie jest metodyką, a encyklopedią. Z resztą na pierwszy rzut oka DAD wygląda, jak groźna konkurencja tegoż w świecie zwinnych projektów… Zaraz, przecież PMI pozbył się tej konkurencji, wykupując ją w sierpniu zeszłego roku :).

Podsumuję krótko, bo DAD jest naprawdę obszerny i wymaga osobnego artykułu. DAD to encyklopedia dobrych praktyk zwinnych projektów poukładana trochę na wzór PMBOK Guide. Z niej dopiero tworzy się firmową metodykę do różnych celów: zwinnego zarządzania całym przedsiębiorstwem, albo poprowadzenia dużego projektu.

Możemy też spodziewać się, albo równoległego body of knowledge wypuszczonego przez PMI (w formie dodatku do PMBOK o nazwie Agile Practice Guide), albo rozszerzenia PMBOK Guide o framework DAD. Tak, czy siak życzę powodzenia na przyszłych egzaminach PMP!

LESS

Robi wrażenie konkretnej metodyki zarządzania wieloma zespołami. Koncentruje się na produkcji oprogramowania w dużych projektach. Podstawową jednostką organizacyjną jest zespół Scrumowy, zakres jest dekomponowany na sprinty z użyciem backlogu itp. To, co pojawia się ponad Scrum, to:

  • Planowanie zakresu prac najpierw na poziomie wielu zespołów, a potem dopiero przydzielanie do konkretnego. Mamy też dwie role: product owner i area product owner.
  • Product backlog refinement odbywa się również dwupoziomowo, dla wszystkich zespołów razem, a potem każdy indywidualnie.
  • Analogiczna sytuacja dwupoziomowego działania ma miejsce przy retrospective.
  • W przypadku sprint review sugeruje się dokonywanie tego przez wszystkie zespoły razem ale z użyciem tzw. bazaru. Przypomina to Obeya, postery na konferencji naukowej, albo metodę wernisażową. Klient ma zaprezentowane oddawane funkcjonalności i sam kieruje się tam, gdzie są rzeczy, które go interesują.

Na to została nałożona filozofia myślenia w stylu Lean, w której z konkretów wymienia się: kaizen, 5why, WIP, VA/NVA, rodzaje strat, czas cyklu i wizualizację w zarządzaniu, karty A3. Rola kadry menadżerskiej została zredukowana do komunikacji z właścicielem produktu i zapewniania finansowania, a także usuwania przeszkód administracyjnych. Metodyka LESS adoptuje szereg technik inżynierii oprogramowania, jak TDD, RAD, automatyzację testów.

Scrum of Scrums

Podobną do LESS filozofię skalowania Scruma przyjmuje SOS, czyli Scrum of Scrums. Duży zespół dekomponuje się na mniejsze 5-10 osobowe, różnica polega na tym, że każdy taki mały zespół wybiera przedstawiciela, który komunikuje się i współpracuje na wyższym poziomie. Backlog ma dwa poziomy, codzienne spotkania są dwupoziomowe, product owner ma dwa poziomy.

Z nowych rzeczy sugeruje się utworzenie Enterprise Action Team, czyli zespołu składającego się z kluczowych menadżerów w organizacji, z Chief Product Ownerem w składzie. Ta formuła może okazać się znajoma dla członków zarządów, którzy dotychczas zasiadali w komitetach sterujących projektów.

Scrum at Scale

Kolejny framework i kolejne dwupoziomowe klonowanie Scruma. Obie koncepcje, SoS i S@S używają nawet podobnych terminów: chief product owner, scrum of scrums, EAT. Z nowości jest tutaj nawet Chief Scrum of Scrums Master w skrócie SOSM oraz Executive Meta Scrum Team, taki grupowy product owner na poziomie całej firmy. Koncepcja S@S zakłada fraktalność organizacji, więc jak mamy Scrum of Scrums (SoS), to za chwilę możemy mieć SoSoS, czyli trzy poziomową skalowalność scruma. Z resztą załączam fraktalną strukturę organizacyjną z dokumentacji tej metodyki.

Model Spotify

To właściwie nie tyle jest model zwinnego prowadzenia prac (tu rozległy artykuł na ten temat), co ogólne wytyczne dotyczące kultury organizacyjnej i sposobu formowania zespołów. Same praktyki zwinne w modelu Spotify pozostawione są poszczególnym zespołom. Spotify podkreśla, że właśnie częścią zwinnej kultury jest pozostawienie swobody zespołom, co do sposobu organizacji pracy. A to oznacza, ograniczoną egzystencje standardów.

Techniki, które Spotify promuje to: daily standup, retrospective, fail board, wspólnoty praktyków zwane tu gildiami, małe, autonomiczne zespoły, rola właściciela produktu, dekompozycja strategii na mniejsze, bardziej operacyjne części, które są zarządzane przez owe zespoły.

Plusem Spotify jest to, że skupia się nie tylko na produkcji nowych funkcji i usług przez zespoły IT, ale stara się zapewnić bazę do strategicznego zarządzania firmą. Z mojej perspektywy słabością jest zaś to, że ze względu na niewielką ilość konkretnych reguł, ról, praktyk i technik, nie jest metodyką. To oznacza, że musi polegać na zapale, konsekwencji i osobowości zarządu korporacji. Gdy tego zabraknie, cała układanka może się szybko rozsypać.

Podsumowanie

Cechą wspólną wszystkich wymienionych frameworków jest:

  • Silne skupienie się na daniu ludziom autonomii, co jest zgodne z Agile Manifesto, na które się powołują.
  • Przyjęcie, że najmniejszą jednostką organizacyjną jest zespół zwinny, zwykle Scrumowy.
  • W związku z poprzednim punktem pojawienie się typowo scrumowych ról.
  • Conajmniej dwupoziomowa dekompozycja zakresu prac: poziom Scrum of Scrums i poziom podstawowy Scruma.
  • Użycie backlogu jako podstawowego narzędzie planowania zakresu.

W mojej osobistej opinii rywalizację wygrają najbardziej rozbudowane frameworki, które skutecznie przekonają zarządy dużych firm, czyli SAFe i DAD. Pozostałe mogą się rozwodnić w krajobrazie różnych mutacji Scruma. Bo, gdy przychodzi do uzwinnienia całej firmy, już nie da się działać lokalnie, trzeba przekonać prezesa.

bizlog

Efekt śnieżnej zaspy

Efekt śnieżnej zaspy

W samym środku upalnego lipca dobrym pomysłem będzie poruszyć temat o tak mroźnym skojarzeniu, jak śnieżna zaspa. Efekt o tak obrazowej nazwie pojawia się w wielu firmach realizujących regularnie projekty. To mogą być przedsiebiorstwa stricte projektowe, jak i tych, dla których projekty są tylko sposobem na podniesienie efektywności lub wytwarzanie własnych produktów.

(więcej…)

Portfel projektów, czyli jak poukładać firmę, gdy mamy wiele projektów

Portfel projektów, czyli jak poukładać firmę, gdy mamy wiele projektów

Dotąd rozmawialiśmy głównie o realizacji jednego projektu, o roli sponsora, kierownika projektu, podejściu do planowania i kontroli prac. Zdarza się jednak, że projekty jak muchy w lecie, pojawiają się w dużych ilościach. Gdy mamy wiele równoległych przedsięwzięć, dobrze jest podejść do zarządzania nimi w sposób uporządkowany, czyli zarządzać tzw. portfelem projektów. Organizacja portfela ma kilka obszarów, poniżej wymieniono najbardziej typowe z nich:

  • Role,
  • Zasoby,
  • Planowanie,
  • Kontrola.

O tym, czy może się skończyć próba wdrażania uporządkowanego zarządzania portfelem projektów można przeczytać w jednym z poprzednich artykułów.

Role

Projekt potrzebuje sponsora, o czym już rozmawialiśmy w innych wpisach, w przeciwnym wypadku mówimy o syndromie projektu sieroty. Syndrom projektu sieroty, czyli brak aktywnego wsparcia sponsora jest uznawany za jedną z głównych przyczyn niepowodzenia projektów na świecie. I w mojej skromnej opinii, jeżeli zdarzyłoby mi się być odpowiedzialnym jako kierownik projektu za takie przedsięwzięcie, uciekałbym jak płotka przed szczupakiem. Teraz wyobraźmy sobie wiele projektów ze swoimi sponsorami, a okaże się, że sponsor projektu A oprócz nadzoru swojego tematu może dostarczyć zasoby do projektu B i C. Z kolei sponsor projektu B potrzebuje autoryzacji budżetu od sponsora A. Ponieważ sponsorzy to menadżerowie wysokiego szczebla, to zachodzą między nimi liczne zależności decyzyjne. Aby uporać się z decyzjami na temat dostępu do zasobów ludzkich, sprzętowych, pieniężnych, sponsorzy formują grupę roboczą do nadzoru nad wszystkimi projektami, tzw. komitet sterujący.

Gdy taki komitet sterujący powstanie, każdy kierownik projektu zaczyna raportować do całego komitetu, a nie tylko do wybranego sponsora. Czasem, gdy projektów jest więcej, a sponsorzy nie mają ochoty na zbieranie i aktualizowanie danych o projektach, powołują tzw. biuro projektów lub inaczej PMO (ang. project management office).

Z drugiej strony sponsorzy wolą, by projekty choć różne, były prowadzone podobnie. Tak jest łatwiej kontrolować i planować działania firmy. Prawdę mówiąc, z perspektywy sponsora, to projekt wygląda trochę jak kupka monet, którą trzeba spalić w piecu, aby wytopić jeszcze większą kupkę monet. To, co się dzieje w środku, to zdaniem wielu sponsorów tylko chaotyczna bieganina bandy dzieciaków za wspólną piłką.

O ile rola sponsora jest w miarę jednoznacznie określona, to w zależności od typu organizacji, w której pracujemy, pozostałe rolę mogą mieć różne zakresy kompetencji. Przykładowo kierownik projektu może być z jednej strony asystentem organizującym sale spotkań i spisującym notatki, a z drugiej strony może pełnić funkcje równe dyrektorom i odpowiadać w imieniu firmy za cały kontrakt z klientem. Najlepiej o definicję roli spytać sponsora. Dla uproszczenia PMBOK Guide definiuje pięć typowych struktur firm od funkcjonalnych, przez macierzowe słabe, zrównoważone i silne, po projektowe. Warto najpierw ustalić, w jakiej firmie pracujemy, aby odkryć, kim jesteśmy jako kierownik projektu lub lider zespołu.

W kolejnych wpisach postaram się przybliżyć drogę do zorganizowania prac nad projektami w firmie oraz zaplanowania rocznej planu portfela, tzw. action planu.

Trendy w zarządzaniu projektami

Za 20 lat projekty przestaną się spóźniać i przekraczać budżety. Ludzie już nie będą się kłócić, a technologia zawodzić. Nastanie ogólna szczęśliwość i przewidywalność. Prowadzenie projektów stanie się nudne. To wszystko za 20 lat.

A co może wydarzyć się po drodze? W jaki sposób będzie rozwijać się ta dziedzina wiedzy? Pokusiłem się o przedstawienie kilku trendów rozwoju na podstawie raportów, badań i własnych przekonań. Poniżej przytaczam możliwe kierunki rozwoju, ale pokusiłem się również o sformułowanie kontrargumentów dla każdego z przestawionych trendów.

(więcej…)

Koniec liderów w biznesie?

Przeciętna wspólnota ludzi zgodnie z prawem Dunbara liczy między 100 a 230 osób, ze wskazaniem na 148 jako najbardziej typową wartość. Tą wielkość miały rzymskie centurie, współczesne kompanie, neolityczne wioski, plemiona nomadów. Ta wielkość ponoć wynika ze zdolności naszego umysłu do podtrzymywania relacji z innymi ludźmi. Bezpośrednia znajomość ułatwia integrację społeczności. Taka wielkość społeczności oznacza też, że jeden z jej członków, tzw. lider, również zna wszystkich i wszyscy bezpośrednio znają jego.

Z drugiej strony poziom władzy lidera tysiące lat był olbrzymi, włącznie z decyzją, kto przeżyje kolejną zimę lub kogo zaatakujemy przed wakacjami.

W takich wspólnotach funkcjonowaliśmy setki tysięcy lat.

(więcej…)

Zapisz się na nasz newsletter

Zapisz się na nasz newsletter

Twój e-mail został zapisany