***
Teoria zbliżenia/wycofania zakłada, że organizm w niesprzyjających warunkach wycofuje się z działania, ograniczając ekspozycję na ryzyko. Skoro wokół trwa wojna, najlepiej nie robić nic, aby nie oberwać. Czasem jednak wskutek sprzyjających okoliczności pojawia się dostęp do nowych zasobów, znajomości, czy właśnie włady, który powoduje diametralną zmianę strategii. Organizm zaczyna eksplorować okazję, przechodząc do strategii zbliżenia. Mechanizmy obronne zaczynają być marginalizowane, rośnie pewność siebie i skłonność do podejmowania ryzyka. Jednym z motorów działania jest to jak dużo w nas strategii wycofania, a jak dużo zbliżenia. I jak sprawnie potrafimy wyszukać nowe okazje, jak ukryty wodopój, kupka bananów, czy nowy rynek. A czasem to niewinny przypadek sprawia, że zostajemy obdarzeni władzą i zmieniamy się w samca alfa. Zjawisko wycofania się (negatywnej inklinacji) powoduje, że przejawiamy silną chęć do unikania zagrożeń i do redukowania strat, jeżeli już powstały. Jeden z ostatnich Nobli z ekonomii dowodził, że ludzie podejmują zupełnie inne decyzje, gdy ta sama sytuacja zostanie przedstawiona w kategoriach ryzyka i w kategoriach okazji. Możliwość straty budzi taki lęk, że jesteśmy skłonni podjąć dużo większe ryzyko, aby jej uniknąć, niż, aby wykorzystać podobnej wartości okazji. Jeżeli chodzi o korzyści, to lepszy wróbel w garści. To może też tłumaczyć, dlaczego 'Nick Leeson, gwiazdor handlu instrumentami pochodnymi z oddziału w Singapurze, stracił 1,2 miliarda dolarów, gdy usiłować odzyskać nietrafnie zainwestowane 317 milionów. To spowodowało upadłość Baringsa, banku z ponad dwustupięćdziesięcioletnią tradycją.' Oraz czemu 12 lat później Jerome Kerviel, makler Societe Generale, próbując odrobić straty na rynku kontraktów terminowych zdefraudował 1,4 miliarda euro. 'Organizacje często chciałyby przypominać wielkie, szczęśliwe rodziny, ale zwykle udaje im to się tylko pod jednym względem - poświęcają wiele czasu na kłótnie. To negatywna inklinacja na najbardziej podstawowym, codziennym poziomie zabarwia nasze stosunki ze wszystkimi innymi ludźmi z organizacji, poza nami samymi. (...) Stres zwiększa skłonność do kłótni. Popadamy w konflikty, nawet gdy tego nie chcemy, bo zawsze mamy za wiele spraw do załatwienia i za mało czasu.' Dużo lepiej pamiętamy sytuacje negatywne, niż pozytywne, to nasza negatywna inklinacja włącza się tak łatwo, aby nas ustrzec od zagrożeń. W badaniach przeprowadzonych w korporacji EDS 'okazało się, że w pietnastu najsprawniejszych zespołach średnia proporcja zachowań pozytywnych do negatywnych wyniosła 5,6. Dla dziewietnastu najgorzej ocenianych parametr ten miał średnią wartość 0,36, czyli w przybliżeniu trzy zachowania negatywne na jedno pozytywne. (...) konflikty są pożyteczne we wczesnej fazie podejmowania decyzji, a szkodliwe na etapie realizacji; dobre, gdy zadanie jest nowe i wymaga intelektualnego wysiłku, złe, gdy czynność ma charakter rutynowy.' Może ze względu na tą proporcję szympany większość czasu poświęcają na iskanie się, godzenie, budowanie koalicji, a tylko ułamek na kłótnie i walki. Godzenie się, może okazać się jedną z najistotniejszych funkcji sprawnego działania w stadzie naczelnych i w biurowcu. Idąc dalej ciągłe przyjmowanie inklinacji negatywnej może doprowadzić do wytworzeniu postawy z góry przegranego. Co z kolei może okazać się samospełniającą się przepowiednią i sprzeżenie zwrotne wzmacniające gotowe. Mamy zespół niepewnych, w opinii innych menadżerów nieporadnych, pracowników, którzy jedynie obawiają się, z której jeszcze strony mogą oberwać.***
'Każdy szympans natychmiast rozpoznałby rutynową agresję alfy używaną do zastraszania osobników podporządkowanych, manipulacje bety mające na celu osłabienie rywala, okazywanie słabości w celu zachęcenia do ataku, gniewne spojrzenia, tyrady, demonstracje agresji zamiast prawdziwej przemocy, a nawet nieudaną próbę załagodzenia konfliktu, po której nastąpiło nieuchronne odejście podporządkowanego osobnika i założenie przezeń własnego stada.' To wszystko jest pięknie zilustrowane przykładem konfliktu na szczytach Intela, kiedy to jeden z dyrektorów publicznie został rozliczony za opóźniający się projekt. Stało się to wskutek misternie przygotowanej intrygii przez jednego z wiceprezesów przed głównym prezesem Andy Groove'm. Kilka miesięcy po tej scysji ów dyrektor złożył wypowiedzenie i założył własną firmę. Od 30 milionów lat takie historie powtarzają się w dżunglach Afryki, miastach średniowiecza, czy biurowcach wielkich metropolii. Schemat jest powtarzalny:- Narada na szczycie (ważne jest dobranie odpowiedniej publiczności).
- Ogólny (niemierzalny) pretekst do rozliczenia oparty na przeczuciach i emocjach.
- Prezes zachowujący milczenie początkowo i wiceprezes przystępujący do ataku.
- Skazany zrazu nie okazuje skruchy (schylona głowa, nerwowy uśmiech, drżenie), oczekując wymiany argumentów. Nerwowość rośnie, ktoś nie odnalazł swojego miejsce w hierarchii.
- Zatem prezes włącza się i coraz głośniej argumentuje (dobre wrażenie robi uderzanie pięściami w piersi, obnażanie kłów i przewracanie różnych przedmiotów, szczególnie gdy waży się 400 kg i ma się ramiona dłuższe niż nogi).
- W końcu przesłuchiwany odnajduje swoje miejsce w stadzie i potwierdza swój brak kompetencji.
- Na odchodne zaś czułe poklepanie po plecach (ewentualnie iskanie futra) przez zarząd z wymownym 'Nie martw się stary, dostaniesz wsparcie i popracujemy nad tym.' łagodzi konflikt i odbudowuje stary porządek w organizacji.
***
W 'Korporacyjnym zwierzęciu' można znaleźć dużo więcej takich przykładów naszej wszechobecnej zwierzęcości, z której nie zdajemy sobie sprawy w ferworze pięcia się po stołkach kariery w korporacji i współpracy ze współplemieńcami. Dopiero spojrzenie z dystansu (zdaniem autora książki medytacja tu pomaga) pozwala na zrozumienie, jak niewiele we mnie jest sapiens, gdy tak wymahuję pustą kanką po nafcie, aby odstraszyć rywali do tej pięknej sterty mandarynek, którą wyłożył opiekun w rogu klatki. Niekiedy po takiej refleksji można sobie udzielić retorycznej odpowiedzi, o ile takie istnieją: 'Ja tu chyba już nie pasuję'. I ostatni cytat: 'Małpy poświęcają wielką uwagę kwestiom statusu i właśnie stąd wzięła się nasza obsesja na punkcie hierarchii. W Botswanie (...) pawiany bez końca rozważały, kto zajął najlepsze miejsce na drzewie, a kto jako drugi dobrał się do orzechów palmowych. Doskonale wiedziały, jakie jest miejsce każdego osobnika w stadzie. Znały się jako jednostki, jako członkowie rodziny i jako uczestnicy sieci relacji społecznych, połączeni więzami przyjaźni lub politycznych sojuszy. Gdy ktoś zaatakował młodego samca, inne małpy nie tylko przyglądały się walce, ale również zerkały, czy brat biegnie mu z pomocą. (...) Pawiany, które obserwowałem, nieustannie rywalizywoały z osobnikami ze swojego szczebla. Ale nie tylko. Gdy samiec alfa odpędził betę od najlepszej palmy, ten szybko postarał się podreperować swoje poczucie dumy szybkim, gniewnym warknięciem na samca bezpośrednio poniżej w hierarchii (a ten przekazał to dalej). Na ziemii leżało dość orzechów, żeby wszyscy mogli z zadowoleniem żuć do końca roku podatkowego, ale pawianom najwyraźniej najbardziej zależało akurat na tym orzechu, który ktoś już podniósł. Obok iskania i innych bardziej przyjaznych form oddziaływania, całe dni pochłaniała im obsesyjna gra w 'Ja tu rządzę - Nie, wcale nie rządzisz!'. A czemu nie? Pawiany alfa, jak alfy z ludzkich grup, zagarniają najlepsze jedzenie, najlepsze miejsca i najwięcej okazji seksualnych.' Lektura warta polecenia z kategorii 'Warto, na pewno warto'. Wszystkie cytaty pochodza z książki: Richard Conniff „Korporacyjne zwierzę”, Wydawnictwo CIS, Warszawa 2006 Na zdjęciach są makaki, a nie szympansy, bo na Gibraltarze innych człekokształtnych nie znalazłem niestety. Ps.: Mój ulubiony cytat na koniec: 'Jaki mógłby być najlepszy wzorzec stosunków w pracy dla nowego wiceprezesa do spraw zasobów ludzkich? Oto jedna z propozycji: żyjąca na dnie morza ryba z rodziny śluzicowatych, która wdziera się do wnętrza ofiary przez dowolny dostępny otwór, a następnie wyjada ją od środka, aż nie pozostanie nic oprócz skóry. (Lepiej nie rozpowiadać, pomysł może chwycić.)'



