portret Kolumba, Sebastiano del Piombo, WikipediaPoniższa scenka to niewinna zabawa z historią, która mi samemu uzmysłowiła, jak niewiele zmieniło się od XV wieku w prowadzeniu projektów. Bo projekty to przede wszystkim ludzie, a ci zmieniają się na przestrzenii tysięcy, a nie dziesiątek lat, jak chciałyby niektóre organizacje. Ale od początku.

“Dla realizacji wyprawy do Indii, nie korzystałem z inteligencji, matematyki ani mapy.”

Krzysztof Kolumb

Dwuskrzydłowe drzwi rozwarły się i do sali konferencyjnej w wyszywanym złotą nicią płaszczu wkroczył, lekko kołysząc biodrami dla przeciwwagi ciężkiego odzienia, król Ferdinand II Aragoński. Stół konferencyjny w założeniu nikogo miał nie wyróżniać, aby głos każdego z równą wagą był mierzony, toteż władcy przysunięto większy fotel w kolorze doskonale komponującym się ze złotem – królewskiej purpurze.

W sali już oczekiwało kilku ludzi, którzy niebawem mieli dowiedzieć się, dlaczego odciągnięto ich od codziennych obowiązków. Tuż za panującym zjawił się Kolumb, żeglarz i kierownik projektu w jednej osobie, oraz szkutnik królewskich stoczni Bartolomeo. Listościwe odrzwia przepuściły obu równocześnie, nie powodując krępującej kolizji. Za nimi pojawił się i dostojnie zasiadł po prawicy króla Henryk, skarbnik królewski, nadzorujący finanse państwa.

Ferdinand wstał, podniosły się brawa, ale uciszył je upierścienioną dłonią.

– Projekt jest strategiczny, jak zapewne się domyśliliście. Dzięki niemu uzyskamy dostęp do niewyobrażalnych bogactw szybciej i bezpieczniej od Maurów.

Niepewne miny zgromadzonych, wywołały do tablicy Kolumba.

– To jest Krzysztof Kolumb, kierownik tego projektu. – wyjaśnił pośpiesznie król.

Stało się jasne, że chodzi o jakiś projekt.

– Witajcie. Bardzo dziękuję za obdarowanie mnie tak wielkim zaufaniem. Dzięki wam to przedsięwzięcie okaże się olbrzymim sukcesem. – roztoczył ramieniem po sali  w ojcowskim geście i na dłużej zatrzymał wzrok na władcy. – Projekt uda skończyć się w ciągu 5 miesięcy. A sława i chwała was nie ominie. Szczegółowe analizy dowiodły, że ROI z projektu wynosi 1000%.

Tu na flipchart pojawiły się słupki symbolizujący niesamowity zwrot z projektu.

– Inne projekty miały 2000%. – podpowiedział Henryk. – Byłoby lepiej, gdyby ten też tyle miał.

– Doskonały pomysł. – wtrącił radośnie władca. – Przeanalizuj jeszcze raz arkusze i skoryguj na 2000%.

– Panie Prezesie… – zająknął się jeden ze słuchaczy. – Znaczy Wasza Wysokość, co się stanie za 5 miesięcy.

Ferdinand pochylił się do swojego skarbnika z pytaniem: “Czy on coś wie?”. Ten spokojnie pokręcił głową.

– A na co ci ta wiedza? – skarbnik głośno odparował pytanie.

Zapadła cisza, długa jak stryczek i ów człowiek pożałował swojej ciekawości. Przez następne miesiące miał już nie odzywać się w obecności przełożonych, nawet wtedy, gdy wskutek jego milczenia statek Santa Maria osiadł na mieliźnie w pobliżu Kuby. Milczenie zaś przerwał technolog.

Santa Maria, Andries van Eertvelta, Wikipedia– Krzychu, może pokażesz plany statku. – zachęcił Bartolomeo.

Kolumb rozwinął piękny malunek.

– Oto obraz mistrza na podstawie osobistych wskazówek Jego Wysokości. Na dole widzicie szalupę dla porównania skali.

Ferdinand pogładził się z zadowoleniem po brzuchu. To będzie duma floty. Nikt w Afryce nie potrafił budować takich jednostek. Bartolomeo zaś wstał i jął ze szczegółami opowiadać o tym cacku.

– W trzy miesiące będziemy taki mieli przy nabrzeżu w Palos de la Frontera. Najnowocześniejsze rozwiązania konstrukcyjne, podwójna stępka, komfortowe kwatery i reprezentacyjna linia.

– A jaką wartość tego skarbu przewiduje najmiłościwiej nam panujacy? – zagaił skarbnik Henryk.

– Ok. 10 000 maravedi – wtrącił kierownik projektu.

– Ten projekt to świetna okazja do przetestowania zupełnie nowych rozwiązań. Możemy wyposażyć go we wszelkie nowinki, w tym dwie linie dział.

– Czy takie przeciążenie jednostki nie spowolni jej? Nie mamy zamiaru z nikim walczyć, ani oddawać salw honorowych tylko szybko przemknąć przez morze. – wtrącił jeden z oficerów obecnych za stołem.

Bartolomeu zmiażdżył go wzrokiem. Ten projekt to była doskonała okazja w istocie do sfinansowania ujemnej rezerwy budżetowej, którą jego stocznia wypracowała w ostatnim okresie, testując dziesiątki różnych nowinek technicznych.

– No to mamy problem, bo zasady kontroli budżetowej nie pozwalają na wydanie na pojedynczy statek więcej niż 8 000 maravedi. – zakończył sprawę Henryk.

Król stropił się na chwilę, ale od czego bóg dał mu rozum. Wskazał palcem na Kolumba i spytał:

– I co teraz? Nie zaplanowałeś tego???

Kolumb szybko musiał odbić winę na drugą stronę boiska i zaczął gorączkowo szukać winnego, gdy zupełnie niespodziewanie rozwiązanie przyszło mu do głowy.

– To zabudżetujmy 3 statki. Nina i Pinta wymagają tylko niewielkiego remontu. Srednio wyjdzie po 8 000, a nie sądzę, aby ich remont zabrał więcej niż 4 000 maravedi. Barti, mylę się?

– A 2000% ROI? – wtrącił Henryk.

– W przychodach można założyć dwa razy więcej złota – król wyjął flamaster z palców Kolumba i poprawił zapis w tabelce. – I wszystko się zgadza.

Wszyscy zaczęli w myślach kalkulować, szczególnie szef stoczni, który miał do upchnięcia 3 000 dziury w budżecie. Ciszę przerwał władca.

– Płyną 3: Santa Maria, Nina i Pinta. Koszt 24 000. Czy wtedy audyt się nie przyczepi?

Henryk spojrzał wymownie na władcę szeroko otwartymi oczami, jakby nigdy nie chciał był usłyszeć tego, co właśnie usłyszał, po czym dodał:

– Kimże ja jestem, aby podważać geniusz miłościwie panującego.

– Zabezpieczymy się przed ryzykiem. Wszystkie statki naraz przecież nie pójdą na dno. Utonie maksymalnie jeden, a reszta dopłynie na miejsce. 3 miesiące na budowę, 2 miesiące na podróż. Projekt powinien skończyć się w 4 miesiące. – obwieścił triumfalnie król.

– W 2 miesiące możemy nie zdążyć powrócić. – stropił się Kolumb, po czym natychmiast pożałował swojej uwagi.

– Daję wam 3 statki, więc popłyniecie trzy razy szybciej i zdążycie. To takie trudne do oszacowania?! – zirytował się sponsor projektu.

– Może dałoby się przyśpieszyć prace w stoczni? – zagaił kierownik projektu, aby delikatnie zmienić temat.

– Wiesz, jak budować statki? 3 miesiące to minimum przy takiej funkcjonalności. Z resztą zawsze możecie zamówić je w Genui. – ostatnia uwaga miała podkreślić jego monopol na technologię, wszak nikt nie miał zamiaru zamawiać statków u wroga.

– Nie unoś się mistrzu Bartolomeu. – Ferdinand lubił, gdy jego ludzie się kłócili. Czuł się wówczas potrzebny, jako rozjemca. – Kolumb nie przemyślał planu projektu do końca, ale zapewne szybko się zreflektuje i przyzna nam rację.

Wzmocniony ostatnią konkluzją Bartolomeu dodał – Jakby mieć drugi suchy dok, to można by skrócić prace o tydzień.

– Dopisz 1000 Maravedi na dok. – król mrugnął na kierownika projektu.

– 2000%? – Bartolomeu mruknął, na co Ferdynand ponownie przekreślił liczbę w przychodach i wpisał nową.

– Dok to jakieś 3000 Maravedi. – chrząknął Bartolomeu.

– Mam 2000, 1000 zaoszczędzimy na żaglach jednej z karawel. – Ferdynand był w amoku sponsora, który góry w jeziora jest w stanie zamieniać.

Bartolomeu podniósł rękę w górę. Ferdynand ponownie poprawił tabelkę. Jeden z marynarzy pomyślał, że musi zabrać głos.

– Bez żagli na jednym ze statków, choć nie jestem szkutnikiem, – tu ukłon w stronę Bartolomeu. – może to zająć nieco dłużej.

Kolumbowi udzielił się entuzjazm władcy.

– Zwiążemy statki liną i po sprawie.

– Nawet bezpieczniej będzie. – włączył się Ferdynand.

– Odpowiednia lina to ok. 100 Maravedi. – uzupełnił szkutnik.

Henryk już miał coś dodać, ale król go ubiegł: – Tak, wiem. Daj nowy flamaster.

– Możemy zaoszczędzić na dwóch kotwicach. – Kolumb podniósł stawkę i załodze dwóch karawel.

– W takim razie użyjmy wzmocnionych żagli na Santa Marii z Genui. Są pięć razy droższe, ale przeniesiemy budżet z Pinty i Niny.

– To dodatkowe 1000.

Król nowym kolorem przekreślił wyliczenia i zapisał nieco jeszcze większy przychód z projektu. Wszyscy zamilkli, z dumą przyglądając się analizom. Po kilku minutach Kolumb wyciągnął notatnik.

– Podsumujmy minutki: Płyniemy do Indii, trzema statkami, aby było szybciej. Zwiążemy je liną i przeniesiemy budżet na załogę i ożaglowanie Pinty i Niny na Santa Marię, aby było taniej. Santa Maria dostanie Genueńskie żagle dzięki czemu uciągnie cały konwój, który w sumie nie musi się zatrzymywać skoro jest związany, więc nie potrzebuje trzech kotwic. W 4 miesiące jesteśmy z powrotem z … – tu Krzysztof dłużej przyglądał się wielokrotnie przekreślonym cyfrom. – … hmm całą góra złota, która da nam 2000 % zwrotu.

– I dok. – mruknął szkutnik.

– Dobra. Ktoś to musi powiedzieć głośno. – najstarszy z oficerów, który i tak miał udać się na emeryturę podniósł się z fotela. – Cały konwój będzie wlec się w tempie Santa Marii, czyli starego żółwia morskiego, o ile nie zatonie w doku – ukłon w stronę Bartolomeu – pod ciężarem tych wszystkich gadżetów.

Menadżerów zatkało. Otwarta komunikacja to jedna ze strategicznych zasad dworu, ale takie uwagi są zwykłym nietaktem. Skoro pomysł został zatwierdzony, to znaczy, że jest przemyślany.

world_countries_outlines– Król – poprawił się szybko Bartolomeu. – przewidział duży sukces tego projektu. Jak śmiesz wątpić w powodzenie tej wyprawy? Chyba, że nie chcesz płynąć do Indii i szukasz wymówki?

– Do Indii??? – po sali rozszedł się pomruk na wieść o celu podróży.

Dias po 7 miesiącach dotarł zaledwie do Przylądka Burz i zawrócił na skutek buntu załogi. Nikt jeszcze nie opłynął Afryki.

– Przy okazji, jak już wiecie płyniemy do Indii. – objaśnił rozpromieniony Krzysztof, choć miał tą informację przekazać w połowie podróży, aby nikomu nie przyszło zwątpić w powodzenie projektu.

– Ale Dias… – stary oficer stęknął i klapnął ciężko na krzesło.

– Dlatego nie popełnimy jego błędu. Król własnoręcznie opracował nową trasę. – Kolumb odkrył kolejną kartę na flipcharcie.

Ferdinand poczuł się wywołany do tablicy. Chwycił flamaster i wskazał drogę.

– Popłyniecie z punktu A w Palos do punktu B w Indiach. Proste? – po czym oznajmił. – To tyle. Kolumb wie wszystko i ma moje pełne zaufanie.

world_countries_outlinesGdy władca już opuścił pokój a wraz z nim jego skarbnik, kilka rąk nieśmiało podniosło się w górę.

– Czy mamy plan, jak płynąć?

– A o czym rozmawiamy od godziny??? – zirytował się kierownik projektu i wskazał palcem kolejny rysunek. – Tak, jak oznajmił król, ruszymy stąd i pojawimy się tu.

– Ale jak zamierzamy płynąć? Co będziemy robili? Czego możemy się tam spodziewać? – drążył jeden z marynarzy.

– Właśnie, czy mamy jakieś doświadczenia z innych projektów? – dodał inny.

Kolumb przewrócił oczami ze zniecierpliwieniem, jak w sali był sponsor to przynajmniej siedzieli cicho.

– Jak możemy mieć, skoro jesteśmy odkrywcami. Na tym polega odkrywanie, że nikt tego wcześniej nie odkrył. Czy ja muszę tłumaczyć takie podstawy?

– A jeżeli spotkamy coś nieprzewidzianego na drodze? – ciągnął niestrudzenie ów malkontent. – Jeżeli owa droga nie będzie wyglądała tak prosto, tylko tak. – po czym wyrysował inną linię, irytująco pogmatwaną.

vasco da gama  2– Albo co gorsza, spotkamy po drodze coś, co nam uniemożliwi dalszą żeglugę. – dodał inny.

– Co na przykład? – Kolumb był już wyraźnie nadąsany. – To jest ocean. Najwyżej to coś ominiemy. Każdą wyspę można ominąć.

– Nawet baaaaaardzo dużą?

– Heh. – westchnął i zamknął komputer. – Musimy popracować jeszcze nad zaangażowaniem zespołu.

Po czym dodał cicho do Bartolomeu:

– Konieczny będzie jeszcze budżet na team building. – a głośno dodał. – Skoro wszystko mamy omówione, to możemy uznać kick off za zakończony. Minutki roześlę. Pomożecie? – głos Kolumba zawisł w powietrzu.

Krępujące milczenie szczęśliwie przerwał telefon z pytaniem: “Długo jeszcze będziecie zajmowali tą salę? Mam tu za pięć minut spotkanie z dostawcą.”

Jakby ktoś nie wierzył, że tak mogło być naprawdę, zapraszam na stronę Wikipedii. Tam nie ma słowa o opisanym wyżej spotkaniu. 😉

Wszystkie obrazki wzięte z Wikipedii i Eduedu.pl.

Zapisz się na nasz newsletter

Zapisz się na nasz newsletter

Twój e-mail został zapisany

Share This