Niepewność, czy pracochłonność

Niepewność, czy pracochłonność

Mam wrażenie, że jedną z najważniejszych strategicznych kompetencji jest umiejętność rozróżnienia tego, co jest tylko pracochłonne od tego, co totalnie niepewne. Korzyść ucieczka ze ślepej uliczki zanim zmarnujemy w niej lata naszego życia i furmanki pieniędzy.

Od kilku miesięcy siedzę w wolnym czasie nad serwisem, który wspiera tworzenie map procesów (https://dotch.art). Początkowo nie miałem pojęcia jak rysować wektorowo na stronie HTML, jak animować obiekty, jak wyliczać kąty krzywych Beziera, czy wreszcie jak stworzyć plik XML, który będzie rozumiany przez Draw.io, czy Cawemo. Ale… to wszystko nie miało znaczenia. Wystarczy skończona liczba godzin, dostęp do stackoverflow, czy innej dokumentacji i wcześniej, czy później te wyzwania technologiczne staną się banalne. To nie było niepewne tylko pracochłonne.

Najważniejszym problemem i główną hipotezą było i nadal jest to, czy serwis Dot Chart dostarcza jakąkolwiek wartość użytkownikom. Czy ludzie będą do niego wracać, polecać znajomym i wreszcie płacić za korzystanie? To jest właśnie niepewność. Wątpliwość jest nie bez podstaw, bowiem jeden z moich znajomych o olbrzymim doświadczeniu biznesowym wprost zadał pytanie: „Marcin, a po co ty to robisz? Nie lepiej zająć się czymś sensownym?”.

Stwórzmy w głowie tabelę o dwóch wymiarach: niepewność i pracochłonność. Z takiej tabeli 2×2 możemy uzyskać cztery podstawowe sytuacje. Oczywiście jest to olbrzymie uproszczenie, które wprowadzam na potrzeby tego wpisu. Projekt, zadanie, inwestycja jest:

  1. Tani i pewny
  2. Tani i niepewny
  3. Pracochłonny i pewny
  4. Pracochłonny i niepewny

W pierwszym przypadku po prostu warto coś zrobić. Przykładowo bank posiadający tysiące klientów może mieć pewność, że 2% klientów skusi się na nową usługę, co daje bardzo przewidywalny wynik. Albo producent gry mobilnej z 100 tysiącami aktywnych graczy wie, że dodanie nowej mikrotransakcji sprowokuje do konwersji 0.5% graczy. W takim projekcie po prostu trzeba coś policzyć i zrobić.

W drugim przypadku na horyzoncie jawi się okazja. To, czy zaklasyfikujemy ją jako niepewną lub pewną zależy od subiektywnego odbioru sytuacji. Jednak mam wrażenie, że biznesmeni mają tendencję do przeceniania swojej wiedzy i przesadnego kwalifikowania rzeczy wątpliwych jako pewne. W takiej sytuacji niska pracochłonność może uzasadniać podjęcie ryzyka i po prostu zrobienie projektu. Trochę tak jest z pewnym systemem społecznościowym, przy którym dzisiaj pomagam. Postawienie go zajmuje mojemu koledze godzinę, a nie wiemy, czy uda się przekierować darmowy ruch użytkowników. Jeżeli się uda, to jesteśmy bogaci, a jak nie to zmarnowaliśmy parę godzin. Co w takiej sytuacji? Po prostu to zrobić i zobaczyć, jak wyjdzie. Minusem jest to, że według analiz trzeba poczekać 3-6 miesięcy na zebranie danych. A ponieważ koszt jest tak niski, to można dodatkowo jeszcze odpalić 10 takich systemów na różne tematy, aby zdywersyfikować wyniki.

Albo inny przykład. Jak ustalić, czy usługi weterynaryjne online mogą być rentowne? Dwa dni na postawienie strony i linka do płatności, tydzień na kampanię, współpraca z weterynarzem i tadam! Mamy realne dane o elastyczności cenowej, koszyku, konwersji itd.

Trzecia z tych sytuacji to obszar tradycyjnych projektów kaskadowych lub zwinnych. Mamy coś dużego do zrobienia, znamy rezultat oraz dysponujemy w zespole kimś, kto już to robił, to po prostu wdrażamy, konstruujemy, produkujemy. Jakbym miał wdrożyć system CRM w firmie, która ma kilkadziesiąt tysięcy transakcji miesięcznie, to pewnie byłbym w takiej sytuacji.

Wreszcie czwarty obszar jest najgorszy. Duża niepewność i spory koszt, aby zweryfikować ją, aby zdobyć wiedzę. Tutaj najbardziej moim zdaniem przydać się może podejście eksploracyjne, o którym już wielokrotnie pisałem i któremu poświęcam wolny czas w tym roku. Problem trzeba pociąć na małe części, zebrać zaangażowany zespół unikalnych fachowców, zaakceptować brak kontroli nad wydatkami, by krok za kroczkiem przekonywać się, czy inwestycja miała sens. W ten sposób rozwijane są przez lata startupy, nowe urządzenia, czy opanowywane nowe technologie. Tu ważna jest wiara oraz dzielenie tej niepewnej drogi na małe odcinki i ich ciągła racjonalizacja.

Problem z niepewnością komplikuje jeszcze jedna rzecz. Brakuje mi dobrego terminu, więc nazwę to niepewnością ukrytą pod płaszczem przekonania o swoim geniuszu. Niepewność zaskakuje. To wynika z jej definicji. Jednak to, że może zaskakiwać jest regularnie ignorowane przez biznesmenów. Często widzę arkusze kalkulacyjne wyliczające sprzedaż nowej usługi na miliony, a po wdrożeniu okazuje się, że nikt tego nie chce.

Często na starcie nie wiemy, że coś jest niepewne. Ukryte są konflikty techniczne, których nie da się obejść, ukryte jest niska jakość rozwiązania, której nie ma sposoby podnieść, ukryty jest brak popytu klientów na usługę, ukryte są wysokie koszty pozyskania klienta itd. Niepewność ukryta ujawni się w trakcie, bo ona tam siedzi, ale wprowadza nas na starcie w błąd. Zamiast sądzić, że mamy do czynienia z projektem ryzykownym, to wydaje się nam, że może i jest pracochłonny, ale przewidywalny. Da się go zatem zbudować krok po kroczku i na pewno osiągniemy sukces.  A jak jeszcze dopiszemy do tego projektu termin końca i całkowity koszt, to wszystko stanie się bezpieczne. Co może pójść nie tak? Zupełnie jak w przypadku nowego bloku elektrowni w Ostrołęce. Wszystko!

 

Zapisz się na nasz newsletter

Zapisz się na nasz newsletter

Twój e-mail został zapisany