+48 512 364 075

Korporacyjne zwierzę, czyli małpa w każdym z nas

Marcin Żmigrodzki

 „Jedną z najbardziej znanych prób zdobycia dominującej pozycji, jakie zostały odnotowane w historii struktur społecznych, podjął szympans Mike z Tanzanii, któremu początkowo trudno było wróżyć szybką karierę. Mike jednak odkrył, że za pomocą pustych baniek po nafcie, których sporo zalegało na stacji badawczej Jane Goodall, można produkować straszny hałas. Co więcej, przekonał się, że może napędzić stracha szympansom o wyższym statusie, biegnąć w ich stronę z bańkami, które obijały się o krzaki i potworznie brzęczały. Według szympansich kryteriów, była to zrytualizowana agresja. Potrafił również przegonić przeciwników, po prostu mierząc ich ostrym wzrokiem i tłukąc dwiema bańkami o siebie. Niecałe cztery miesiące zajęło Mike’owi pokonanie ogłupiałych przeciwników i awans na pozycję samca alfa w stadzie.” (s.153)

Otrzymałem kilka tygodni temu świetną pozycję Richarda Conniffa, prymatologa według opisu na okładce spędzającego tyleż samo czasu z naczelnymi, co wśród ludzi korporacjach. Chociaż jak dowodzi owa książka to to samo. Jak wiele naszych zachowań sprowadza się do tworzenia i pięcia się w hierarchii w kierunku pozycji osobnika alfa, dowodzą dziesiątki przykładów. Przy czym nie jesteśmy wcale mniej kreatywni w tych staraniach od małp.

30 milionów lat nasza gatunek uczył się, jak zdobywać władzę, zawierać pokoje, budować koalicje, zwalczać przeciwników, wszystko po to, aby mieć dostęp większej kupki termitów, czy częstszej kopulacji z fajnymi samicami. Miliony lat bez myślenia symbolicznego, pisma, prawa, masowej komunikacji, a nawet portali społecznościowych i komórek, a mimo to potrafiliśmy budować złożone struktury społeczne, dogadywać się, kto wskaże gdzie będziemy polowali, kto pójdzie na łowy a kto zostanie w jaskinii. Nadal genotyp szympansa pokrywa się w 99% z naszym, z czego tylko część z tych różniących genów ma faktyczne znaczenie. Nadal sporo w nas włochatych ssaków poruszających się na pięściach. „Do rewolucji przemysłowej, czyli do lat dwudziestych XIX wieku, w przybliżeniu 80% osób pracowało, jakbyśmy to dziś nazwali „na własny rachunek”. Ludzie zyli tak, jak żyli od zawsze; pracowali w gronie kilku znajomych i krewnych, w niewielkich społecznościach, zgodnie z rytmem pór roku, stale wypatrując okazji.”

„Na górnych piętrach hierarchii firmy wszyscy siędzą przy okrągłym stole co pozornie ma podkreślać równość i sprzyjać swobodzie dyskusji, powiedział [jeden z prezesów wielkiej firmy, przy autora]. Ale to bzdura – dodał – W rzeczywistości istnieje wyraźna hierarchia i wszyscy doskonale wiedzą, kto jakie miejsce zajmuje. Okrągły stół natomiast ułatwia obserwowanie walki.”

Poniżej kilka przykładów ze wspomnianej książki.

***

Teoria zbliżenia/wycofania zakłada, że organizm w niesprzyjających warunkach wycofuje się z działania, ograniczając ekspozycję na ryzyko. Skoro wokół trwa wojna, najlepiej nie robić nic, aby nie oberwać. Czasem jednak wskutek sprzyjających okoliczności pojawia się dostęp do nowych zasobów, znajomości, czy właśnie włady, który powoduje diametralną zmianę strategii. Organizm zaczyna eksplorować okazję, przechodząc do strategii zbliżenia. Mechanizmy obronne zaczynają być marginalizowane, rośnie pewność siebie i skłonność do podejmowania ryzyka. Jednym z motorów działania jest to jak dużo w nas strategii wycofania, a jak dużo zbliżenia. I jak sprawnie potrafimy wyszukać nowe okazje, jak ukryty wodopój, kupka bananów, czy nowy rynek. A czasem to niewinny przypadek sprawia, że zostajemy obdarzeni władzą i zmieniamy się w samca alfa.

Zjawisko wycofania się (negatywnej inklinacji) powoduje, że przejawiamy silną chęć do unikania zagrożeń i do redukowania strat, jeżeli już powstały. Jeden z ostatnich Nobli z ekonomii dowodził, że ludzie podejmują zupełnie inne decyzje, gdy ta sama sytuacja zostanie przedstawiona w kategoriach ryzyka i w kategoriach okazji. Możliwość straty budzi taki lęk, że jesteśmy skłonni podjąć dużo większe ryzyko, aby jej uniknąć, niż, aby wykorzystać podobnej wartości okazji. Jeżeli chodzi o korzyści, to lepszy wróbel w garści. To może też tłumaczyć, dlaczego „Nick Leeson, gwiazdor handlu instrumentami pochodnymi z oddziału w Singapurze, stracił 1,2 miliarda dolarów, gdy usiłować odzyskać nietrafnie zainwestowane 317 milionów. To spowodowało upadłość Baringsa, banku z ponad dwustupięćdziesięcioletnią tradycją.” Oraz czemu 12 lat później Jerome Kerviel, makler Societe Generale, próbując odrobić straty na rynku kontraktów terminowych zdefraudował 1,4 miliarda euro.

„Organizacje często chciałyby przypominać wielkie, szczęśliwe rodziny, ale zwykle udaje im to się tylko pod jednym względem – poświęcają wiele czasu na kłótnie. To negatywna inklinacja na najbardziej podstawowym, codziennym poziomie zabarwia nasze stosunki ze wszystkimi innymi ludźmi z organizacji, poza nami samymi. (…) Stres zwiększa skłonność do kłótni. Popadamy w konflikty, nawet gdy tego nie chcemy, bo zawsze mamy za wiele spraw do załatwienia i za mało czasu.” Dużo lepiej pamiętamy sytuacje negatywne, niż pozytywne, to nasza negatywna inklinacja włącza się tak łatwo, aby nas ustrzec od zagrożeń. W badaniach przeprowadzonych w korporacji EDS „okazało się, że w pietnastu najsprawniejszych zespołach średnia proporcja zachowań pozytywnych do negatywnych wyniosła 5,6. Dla dziewietnastu najgorzej ocenianych parametr ten miał średnią wartość 0,36, czyli w przybliżeniu trzy zachowania negatywne na jedno pozytywne. (…) konflikty są pożyteczne we wczesnej fazie podejmowania decyzji, a szkodliwe na etapie realizacji; dobre, gdy zadanie jest nowe i wymaga intelektualnego wysiłku, złe, gdy czynność ma charakter rutynowy.” Może ze względu na tą proporcję szympany większość czasu poświęcają na iskanie się, godzenie, budowanie koalicji, a tylko ułamek na kłótnie i walki. Godzenie się, może okazać się jedną z najistotniejszych funkcji sprawnego działania w stadzie naczelnych i w biurowcu.

Idąc dalej ciągłe przyjmowanie inklinacji negatywnej może doprowadzić do wytworzeniu postawy z góry przegranego. Co z kolei może okazać się samospełniającą się przepowiednią i sprzeżenie zwrotne wzmacniające gotowe. Mamy zespół niepewnych, w opinii innych menadżerów nieporadnych, pracowników, którzy jedynie obawiają się, z której jeszcze strony mogą oberwać.

***

„Każdy szympans natychmiast rozpoznałby rutynową agresję alfy  używaną do zastraszania osobników podporządkowanych, manipulacje bety mające na celu osłabienie rywala, okazywanie słabości w celu zachęcenia do ataku, gniewne spojrzenia, tyrady, demonstracje agresji zamiast prawdziwej przemocy, a nawet nieudaną próbę załagodzenia konfliktu, po której nastąpiło nieuchronne odejście podporządkowanego osobnika i założenie przezeń własnego stada.” To wszystko jest pięknie zilustrowane przykładem konfliktu na szczytach Intela, kiedy to jeden z dyrektorów publicznie został rozliczony za opóźniający się projekt. Stało się to wskutek misternie przygotowanej intrygii przez jednego z wiceprezesów przed głównym prezesem Andy Groove’m. Kilka miesięcy po tej scysji ów dyrektor złożył wypowiedzenie i założył własną firmę.

Od 30 milionów lat takie historie powtarzają się w dżunglach Afryki, miastach średniowiecza, czy biurowcach wielkich metropolii. Schemat jest powtarzalny:

  1. Narada na szczycie (ważne jest dobranie odpowiedniej publiczności).
  2. Ogólny (niemierzalny) pretekst do rozliczenia oparty na przeczuciach i emocjach.
  3. Prezes zachowujący milczenie początkowo i wiceprezes przystępujący do ataku.
  4. Skazany zrazu nie okazuje skruchy (schylona głowa, nerwowy uśmiech, drżenie), oczekując wymiany argumentów. Nerwowość rośnie, ktoś nie odnalazł swojego miejsce w hierarchii.
  5. Zatem prezes włącza się i coraz głośniej argumentuje (dobre wrażenie robi uderzanie pięściami w piersi, obnażanie kłów i przewracanie różnych przedmiotów, szczególnie gdy waży się 400 kg i ma się ramiona dłuższe niż nogi).
  6. W końcu przesłuchiwany odnajduje swoje miejsce w stadzie i potwierdza swój brak kompetencji.
  7. Na odchodne zaś czułe poklepanie po plecach (ewentualnie iskanie futra) przez zarząd z wymownym „Nie martw się stary, dostaniesz wsparcie i popracujemy nad tym.” łagodzi konflikt i odbudowuje stary porządek w organizacji.

Jak śpiewała Queen Latifah w musicalu Chicago „When you’re stroking Mama. Mama’s stroking you”.

„Nawet w podeszłym wieku Yeroen był dostatecznie sprytny, by manipulować młodszymi samcami i mieć wpływ na to, kto zostanie królem. Zawarł przymierze z młodym samcem Nikkiem i pomógł mu zostać alfą, ten zaś w zamian tolerował jego seksualne zabawy z samicami ze stada (co normalnie jest wyłącznym przywilejem alfy). Wydawałoby się, że Yeroen powinien być mu wdzięczny, ale on od czasu do czasu wspierał jego rywala Luita. najwyraźniej, żeby Nikkie nie poczuł się zbyt pewny siebie. (…) Nie trzeba chyba przypominać, że strategia Yeroena jest powszechna w świecie biznesu, nie wyłączając jej seksualnego aspektu. Na przykład Boeing ściągnął z emerytury Harry’ego C Stoneciphera, kiedy trzeba było naprawić reputację koncernu po licznych skandalach finansowych i seksualnych za kadencji poprzedniego prezesa. (…) Niestety Stonecipher, tak samo jako Yeroen, również nie kontrolował własnych popędów i w 2005 roku musiał odejść, gdy ujawniono jego seksualne wyskoki.” Innym razem Yeroen udawał, że kuleje, aby wywołać poczucie winy w Nikkiem, który go wcześniej zaatakował. Luit uderzony od tyłu przez Nikkiego zrazu skrzywił się z bólu, by po chwili przycisnąć dłoń do ust i zanim się odwrócił wygładził policzki „zupełnie jak członek zarządu przed wejściem na zebranie, na którym będzie się musiał tłumaczyć przed radą nadzorczą”.

***

W „Korporacyjnym zwierzęciu” można znaleźć dużo więcej takich przykładów naszej wszechobecnej zwierzęcości, z której nie zdajemy sobie sprawy w ferworze pięcia się po stołkach kariery w korporacji i współpracy ze współplemieńcami. Dopiero spojrzenie z dystansu (zdaniem autora książki medytacja tu pomaga) pozwala na zrozumienie, jak niewiele we mnie jest sapiens, gdy tak wymahuję pustą kanką po nafcie, aby odstraszyć rywali do tej pięknej sterty mandarynek, którą wyłożył opiekun w rogu klatki. Niekiedy po takiej refleksji można sobie udzielić retorycznej odpowiedzi, o ile takie istnieją: „Ja tu chyba już nie pasuję”.

I ostatni cytat: „Małpy poświęcają wielką uwagę kwestiom statusu i właśnie stąd wzięła się nasza obsesja na punkcie hierarchii. W Botswanie (…) pawiany bez końca rozważały, kto zajął najlepsze miejsce na drzewie, a kto jako drugi dobrał się do orzechów palmowych. Doskonale wiedziały, jakie jest miejsce każdego osobnika w stadzie. Znały się jako jednostki, jako członkowie rodziny i jako uczestnicy sieci relacji społecznych, połączeni więzami przyjaźni lub politycznych sojuszy. Gdy ktoś zaatakował młodego samca, inne małpy nie tylko przyglądały się walce, ale również zerkały, czy brat biegnie mu z pomocą. (…) Pawiany, które obserwowałem, nieustannie rywalizywoały z osobnikami ze swojego szczebla. Ale nie tylko. Gdy samiec alfa odpędził betę od najlepszej palmy, ten szybko postarał się podreperować swoje poczucie dumy szybkim, gniewnym warknięciem na samca bezpośrednio poniżej w hierarchii (a ten przekazał to dalej). Na ziemii leżało dość orzechów, żeby wszyscy mogli z zadowoleniem żuć do końca roku podatkowego, ale pawianom najwyraźniej najbardziej zależało akurat na tym orzechu, który ktoś już podniósł. Obok iskania i innych bardziej przyjaznych form oddziaływania, całe dni pochłaniała im obsesyjna gra w „Ja tu rządzę – Nie, wcale nie rządzisz!”. A czemu nie? Pawiany alfa, jak alfy z ludzkich grup, zagarniają najlepsze jedzenie, najlepsze miejsca i najwięcej okazji seksualnych.”

Lektura warta polecenia z kategorii „Warto, na pewno warto”.

Wszystkie cytaty pochodza z książki: Richard Conniff „Korporacyjne zwierzę”, Wydawnictwo CIS, Warszawa 2006

Na zdjęciach są makaki, a nie szympansy, bo na Gibraltarze innych człekokształtnych nie znalazłem niestety.

Ps.:

Mój ulubiony cytat na koniec:

„Jaki mógłby być najlepszy wzorzec stosunków w pracy dla nowego wiceprezesa do spraw zasobów ludzkich? Oto jedna z propozycji: żyjąca na dnie morza ryba z rodziny śluzicowatych, która wdziera się do wnętrza ofiary przez dowolny dostępny otwór, a następnie wyjada ją od środka, aż nie pozostanie nic oprócz skóry. (Lepiej nie rozpowiadać, pomysł może chwycić.)”

8 odpowiedzi na “Korporacyjne zwierzę, czyli małpa w każdym z nas”

  1. […] łatwiej nas przepłoszyć do jaskinii, niż spowodować, że znowu wyjdziemy na żer (więcej tutaj). Lepiej uniknąć zagrożenia i zachować posiadany stan, niż szukać okazji, narażając się na […]

  2. JL pisze:

    Ja mam swoje obserwacje, ze bardzo duzo zalezy od:
    1) Stopnia emocji na spotkaniu, im więcej emocji tym mniej zachowan spolecznych 🙂
    2) Pozycji osob na spotkaniu, im wyzsza pozycja tym mniejsze konwenanse i wieksze poczucie bezkarnosci co sprzyja wlasnie „szympansowaniu” lub „szympansoriadzie” ;D

  3. Wydaje mi się, że to nie jest kwestia gorszym lub lepszym od szympansów. Chodzi o to, że gdy zapominamy to, co zdobyliśmy przez ostatnie kilka tysięcy lat, wychodzi w nas na wierzch to, co dziedziczyliśmy przez ostatnie 30 milionów lat. Gdy przestajemy krytycznie analizować nasze i innych zachowaniach, wychodzi z nas zwierzę.
    Gdy dominujemy – samiec alfa pokrzykujący na innych i mający gdzieś normy społeczne, gdy jesteśmy zdominowani przerażony pawian czekający na pozytywny sygnał od tych wyżej w hierarchii.

  4. Ola Młyńczyk pisze:

    Hmm, nie wiem dlaczego, ale jakoś potrzeba osiągania sukcesu nie oznacza dla mnie, że mam być w tym jedna jedyna i chcę panować niepodzielnie.
    I też jakoś, nie wiem dlaczego, podobieństwo do szympansów, mimo tych 99% nie wydaje mi się być czymś chwalebnym 😉
    Ciekawe za co odpowiada ten 1% którym się różnimy.

  5. Szympany większość czasu spędzają na rywalizowaniu i budowaniu pozycji w stadzie. Dlaczego my mamy być gorsi? 😉

  6. Ola Młyńczyk pisze:

    zawsze uważałam, że więcej w nas zwierząt niż byśmy chcieli to przyznać. korporacyjne zwierzęta wychodzą z nas wszędzie, zwłaszcza w sytuacjach, w których wyjątkowo chcemy podkreślić swoją pozycję w hierarchii danej jednostki społecznej (firmy, grupy znajomych, rodziny).

    obserwując czasem różne sytuacje próbowałam zastanowić się, jak wpływa na nas świadomość wpływu pierwotnych instynktów na nasze zachowanie?

    np. na spotkaniu dwóch teoretycznie równorzędnych partnerów widzę, jak protekcjonalnym tonem, celebrowaniem słów, parafrazowaniem wypowiedzi „przeciwnika” w sposób sugerujący brak jego kompetencji, jeden z nich próbuje sprowadzić drugiego tak, żeby stać się liderem, czyli samcem alfa w danym rejonie.

    w przypadku pojawienia się obcej kobiety na spotkaniu towarzyskim, lokalne, brzydko mówiąc, samice z dominującą osobowością wyraźnie okazują swoją dezaprobatę pogardliwymi spojrzeniami oraz fuknięciami a następnie odciągają uwagę najważniejszych osobników płci męskiej jakże popularnymi technikami manipulacyjnymi zwanymi perlistym śmiechem, pochlebstwami, tańcem a nawet propozycjami seksualnymi. a wszystko po to, by nadal utrzymać swoją rangę lub ewentualnie awansować na samicę alfa.

    brzmi znajomo? co ciekawe mimo, że zachowania najbardziej zdeterminowanych ludzkich zwierząt, choć przez wielu obserwatorów czy też uczestników rozgrywek postrzegana jest raczej negatywnie a czasem jest wręcz nieakceptowalna, to jak się okazuje dość często przynoszą one stosującym je oczekiwane skutki. współczesna dżungla?

  7. JL pisze:

    W sumie to na dzisiejszy Światowy Dzień Zwierząt idealny wpis.

Kontakt
Interesują Cię nasze szkolenia? Skontaktuj się z nami: tel.:+48 512 364 075 e-mail: szkolenia@octigo.pl Formularz kontaktowy

Biuletyn

 

Chcesz wiedzieć, o czym piszemy na blogu, co nas fascynuje, co nowego dzieje się w Octigo? Zapisz się na nasz biuletyn.

Wypełniając powyższy formularz, zgadzam się na przetwarzanie podanych danych do celów marketingowych przez firmę Octigo sp. z o.o. Twój e-mail będzie przechowywany wyłącznie w naszej bazie, w każdej chwili możesz wycofać zgodę na przetwarzanie Twoich danych, Twój e-mail nie jest udostępniany innym podmiotom, wysyłamy biuletyn e-mailowy nie częściej niż 1-2 razy w miesiącu.

 
 
Profil na Google+ PMI, PMBOK, PMP, PgMP are registered mark of the Project Management Institute, Inc.